Horror w Sosnowcu , zbrodnia doskonaLa nie, ma winnych.

WEDŁUG  MATKI  BYL TO  NIESZCZESLIWY  WYPADEK


Ojciec Madzi: Nie byłem u komunii, nie płaczę i nie chcę wizji lokalnej

 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,132034,title,Sprawa-smierci-6-miesieczn...

 

Wstrząsający wywiad z rodzicami Madzi. W rozmowie z Faktem wyjawili, dlaczego nie chcą wizji lokalnej w miejscu, gdzie zostało schowane ciało ich córki. Katarzyna W. opowiedziała też, dlaczego nie miała zdjęć swego dziecka na swym profilu w jednym z serwisów społecznościowych.

– Jaka jest kondycja psychiczna Pana żony?

Bartłomiej Waśniewski (po chwili zastanowienia): – Nie jest w najlepszym stanie, ale jest troszkę lepiej. Potrzeba nam czasu, by to wszystko wyprostować.

 

 

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,14282438,wiadomosc.html




Madzia z Sosnowca nie żyje

 

 

Sensacja wokól śmierci 6 miesięcznej Madzi z Sosnowca

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sa-wstepne-wyniki-sekcji-zwl...


Domniemane porwanie dziecka, masa kłamstw fałszywych zeznań wokól tej całej sprawy.

Jedyną prawdą jest to: że dziecko nie żyje .

Panie Swieć nad jej duszyczką, zabierz dziecinkę do grona aniołków.


grafika autorstwa :Elleni

 

Prawda jest taka że dziecko zginęlo w tajemniczych okolicznościach

 

grafika autorstwa :Elleni

 

.

.

.

grafika autorstwa :Elleni

 

http://wiadomosci.wp.pl/title,Zobacz-film-na-ktorym-mama-malej-Madz...

 


grafika autorstwa :Elleni

Już od pierwszej konferencji prasowej, podczas której występowałem z rodzicami i dziadkami małej Madzi, wiedziałem, że coś jest nie tak - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Krzysztof Rutkowski.


To on zadzwonił wieczorem na policję z informacją, że matka przyznała się przed nim do spowodowania śmierci dziecka. Policja przeszukuje wskazany przez kobietę teren. Ona sama została przewieziona na posterunek. Ze słów matki wynika, iż dziecko wyślizgnęło się jej z kocyka i uderzyło o próg. Ojciec najprawdopodobniej nic nie wiedział o wypadku. Matka została przewieziona na policję. Śląska policja potwierdziła, że otrzymała informacje od Rutkowskiego. Na razie jest jednak zbyt wcześnie, by potwierdzić przebieg zdarzeń - mówią śledczy. - Komenda policji w Sosnowcu otrzymała zgłoszenie od detektywa Rutkowskiego, że jest on gdzieś z matką dziewczynki, która miała wskazać zwłoki dziecka. Policjanci pojechali w to miejsce - powiedział Adam Jachimczak z zespołu prasowego śląskiej policji.

(wp.pl/ekb)

Pytany, czy w tej sprawie ma na myśli nienaturalnie histeryczne zachowanie matki dziecka odpowiedział, że tak. Rutkowski już w niedzielę przekazał sosnowieckiej policji swoje podejrzenia, że mogło dojść do nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka  . Natomiast dziś funkcjonariusze poprosili go o przekazanie nagrania z przesłuchania matki, podczas którego kobieta  przyznała się.

- Zastosowałem pewnego rodzaju grę, polegającą na tym, że przedstawiliśmy fikcyjnych świadków - naszych pracowników - którzy zeznali, że widzieli w parku kobietę z pustym wózkiem - mówi Rutkowski. To spowodowało przyznanie się matki Madzi - dodaje

 

Rutkowski opowiadał Wirtualnej Polsce, że jego podejrzenia wzbudziło dziwne zachowanie matki dziecko  - Zachowywała się bardzo dziwnie wobec mnie - mówił detektyw. - Jej zachowanie odbiegało od zachowań reszty rodziny. Mimo że wszyscy mieli do mnie zaufanie, ona jako jedyna była bardzo nieufna. Traktowała mnie jak "złego policjanta" - opowiada Rutkowski.

 

Rutkowski podkreśla, że potrzeba czasu na odnalezienie ciała Magdy.

W czwartek późnym wieczorem matka wskazała dosyć precyzyjnie miejsce, gdzie to ciało powinno być. - Nie mogłem jej siłą prowadzić dokładnie do tego miejsca, które wskazała, bo stawiała opory. Była w szoku, płakała - powiedział. Policji przyznała, że zostawiła dziecko nad Czarną Przemszą.

 

Psycholog zwraca też uwagę, że dziecko mogło jeszcze żyć po tym, jak wypadło matce z rąk. - Dzieci są tak "zaprojektowane", że, na szczęście, potrafią tego typu nieszczęśliwe wypadki przeżyć. Obawiam się, że po sekcji okaże się, że mała Madzia zamarzła, a nie zmarła w skutek urazu. I wtedy mama Madzi naprawdę oszaleje - mówi ekspertka.

Magda zaginęła we wtorek 31 stycznia, wieczorem. Jej matka twierdziła, że została napadnięta, straciła przytomność, a gdy się ocknęła, dziewczynki nie było już w wózku.

W czasie przesłuchań kobieta mówiła też, że miała wrażenie, iż w czasie jej spaceru z dzieckiem w stałej odległości szedł za nimi wysoki mężczyzna. Podała jego pobieżny rysopis, ale policjantom nie udało się zebrać wystarczająco dużo informacji, by przygotować jego portret pamięciowy.

Na konferencji detektyw  Rutkowski powiedział, że matka dziecka przyznała, że zdarzył się wypadek. Dziecko wysunęło jej się z rąk i upadło, uderzając główką o próg. Wcześniej matka Madzi odmówiła badania wariografem, ponieważ była w złym stanie psychicznym. Z kolei badaniu został poddany sześciomiesięcznej dziewczynki, jego wynik był pozytywny - mówił ojciec Rutkowski.

Mama Madzi twierdzi, że zwłoki dziecka zakopała pod drzewem, ale nie była w stanie określić dokładnie miejsca. Nie chciała też osobiście wskazać miejsca ze względu na zły stan psychiczny, bo sama nie wiedziała gdzie jest ciało to mąż musiał jej pomagać.

 


http://wiadomosci.wp.pl,To-mogla-byc-przyczyna-zachowania-matki-Madzi


Mam wielkie obawy co do rzetelności detektywa Rutkowskiego - mówi Andrzej Dera (Solidarna Polska), członek komisji Olewnika, na której m.in. przesłuchiwany był Krzysztof Rutkowski. - Wiem, jak wielkie pieniądze wyciągnął od rodziny Olewnika w zamian nic nie dając, a prawda była bardziej brutalna - dodaje poseł. Dera przypuszcza, że w przypadku Madzi może być podobnie. - W tym przypadku też prawda może być zupełnie inna, a detektyw działa w celu zysku i dla rozgłosu - mówi polityk. Dera podkreśla, że żadnej z dotychczasowych wersji nie można potwierdzić, a wiarygodność matki jest żadna.

 

Również mechanizmy działania detektywa budzą w Derze wątpliwości. - Jeżeli widzę w miejscu oględzin ludzi Rutkowskiego, to pytam się: co tu jest grane?


 

grafika autorstwa :Elleni

 

Aniołkowi z Sosnowca 3 luty

Ptaszyno mała bez prawa do życia
wrogie uczucia przyszły z ukrycia
i nie wiadomo czy przez chorobę
czy inny powód złożył cię w grobie
Serce twej matki  w trwodze nie biło
kiedy twe ciało w gruzach ukryło
Może nie było za późno na ratunek
a jednak szatan rozlał  śmiertelny trunek
Dziś zostałaś aniołem w niebie
Bóg cię przytuli kruszynko do siebie
męczeństwo twoje świat przeraziło
ze w sercu rodziców litości nie było.

Wiersz napisała Halcia Sawicka z Kanady grafikę wykonała Elleni

 

http://wiadomosci.wp.pl/title,Rutkowski-dostanie-nagrode-za-Madzie-...

 

grafika autorstwa :Elleni

 

 

 

 

grafika autorstwa :Elleni

 

I przyszedł Bóg zabrał aniołka do siebie.

Przytulił do serca i powiedział

Kochana Madziu dla Ciebie nie trzeba już 

na tym swiecie żyć

Zostań tu zemną wysoko w  niebie .

 

grafika autorstwa :Elleni

 


Dziwnie mówią o tym nieszczęśliwym wypadku. Ja jedno powiem kiedy matce upadnie dziecko z rąk , czy wózka, mało kiedy stanie się tak ze dziecko się zabije, prawie zawsze maluszkowi pomaga Anił Stróż, chroni je i broni, bo Bóg dając mu życie wysyła go na ziemię z pewną misją do spełnienia. Moj sąsiad był pijany , kołysał synka w wózku , w końcu stracił cierpliwość , bo mały nie chciał spać i cały czas płakał. Sąsiad się nerwowo potrząsnął wózkiem z całą siła , nagle dziecko wypadło z wózka zrobiło fikołka na  metr wysokości i spadło na cement. Anioł stróż podłożył mu poduszeczkę pod główkę bo dziecko wypadło z poduszką z wózka a jego główka spadła na poduszkę, a nóżki na beton . Dziecko wyszło z tego cało.

 

Setki razy rozmawiałam ze znajomymi na ten temat śledziliśmy cały czas to co się działo w mediach zawsze dochodziliśmy do wniosku , że to dziecko nie mogło się zabić padając z rąk i uderzając o próg , nie wierzymy w to, dla tego że dziecko było ubrane w ciepłą męką kurtkę, szalik i czapeczkę, a to amortyzowało uderzenie. Nie, nie zginęło w taki sposób. Matka lub ojciec musiał rzucić dzieckiem o scianę lub próg celowo. To dziecko już nie żyło dzień wcześniej, bo rodzice dziwnie w panice uciekali z tego domu , tatuś , mamusia. Dlaczego tatuś nie wziął mamusi z dzieckiem i nie zawiózł ich do jej rodziców - Bo się bał wieść nieżywe dziecko. Zostawił mamusie samą ze tym problemem, a ta chodziła i błąkała się z nieżywą Madzią i szukała gdzie skryć to biedne ciałko. Dlaczego matka nie dzwoniła do tatusia, że ktoś ją śledzi , dlaczego dzwoniła do mamusi i do brata że ją ktoś śledzi ,dlaczego ojciec umył ręce od tego wszystkiego. Bardzo dużo mataczyli oboje raz mówili że mąż i brat pojechali po zakupy po pieczarki, a drugim razem mówiła że do brata dzwoniła ze był w domu innym razem mówił mąż że znosił wózek i córeczka żyła bo sąsiadka to widziała, wcześniej mówił ze się rozstali jedni pojechali w prawo a żona poszła w lewo. Wszystko to o czym zeznawali nie trzymało się kupy. Dla tego nie wierzę im w żadne ich słowo. Panie Rutkowski, kto na Pana wpłynął, by Pan zmienił zdanie o Katarzynie? Tak wiele szczegółów wyszło w tym całym zamieszaniu. Czy Pan jako zdrowy facet na umyśle dał się oszukać ludziom którzy są dziećmi dla Pana , gdzie ten dziesiąty zmysł o którym Pan tak wiele mówił o sobie?

- Dlaczego moje karty wahadełko i wizje przedstawiają cały przebieg wydarzeń inaczej niż prasa to opisuje w mediach.

Ale nie mogę na ten temat nic napisać. 

Tajemnica śmierci Madzi. Kto tu kłamie?

Czy śmierć Madzi była nieszczęśliwym wypadkiem? Czy Katarzyna W. (22 l.), która przez kilkanaście dni zwodziła śledczych, wciąż ukrywa prawdę o ostatnich chwilach życia swej córeczki i prawdę o jej śmierci? Czy nikt nie pomagał młodej matce w ukryciu ciała dziecka? Gdzie był w tym czasie ojciec Madzi? Te pytania i wątpliwości wciąż czekają na wyjaśnienie. Mimo że prokuratorzy i policjanci prowadzą postępowanie już ponad dwa tygodnie, a akta śledztwa liczą już siedem grubych tomów, wciąż nie znamy całej prawdy.

Tą sprawą żyje od kilkunastu dni cała Polska. Śledztwo, które prowadzi prokuratura okręgowa w Katowicach, musi odpowiedzieć na wiele pytań i niejasności. Jaką wiedzę mają już śledczy, nie wiadomo. Dziennikarze, a wraz z nimi opinia publiczna, jeszcze nie mogą jej poznać, ze względu – jak mówią prokuratorzy – „na dobro śledztwa”. A to utrudniła w poważnym stopniu Katarzyna W., przez 11 dni kłamiąc, że padła ofiarą napaści, a dziecko zostało porwane.

Najważniejszym pytaniem jest to, jak naprawdę zginęła Madzia. Czy rzeczywiście był to efekt nieszczęśliwego przypadku? Czy było to zabójstwo? Prokuratura oficjalnie wciąż podtrzymuje wersję Katarzyny W., która przyznała się do upuszczenia dziecka na próg i ukrycia zwłok. Tuż po zgłoszeniu porwania policjanci byli w mieszkaniu przy ul. Floriańskiej, gdzie doszło do tragedii. Przeszukali mieszkanie, szukali zwłok. Niczego jednak wówczas nie ustalili, bo wówczas nacisk położyli na poszukiwania rzekomego porywacza. Gdy po kilkunastu dniach Katarzyna W. przyznała się do ukrycia dziecka, policjanci dokonali powtórnego przeszukania mieszkania. Zabezpieczyli ślady biologiczne z progu, o który miała uderzyć główką dziewczynka. Biegli pobrali także próbki z ubranka, w którym zakopano ciało.

Śledczy sprawdzają do kogo należały próbki. Czy były ślady wskazujące na to, że ciało niosła tylko Katarzyna W.? Na te wyniki czeka prokuratura. A także na opisowe wyniki sekcji zwłok dziewczynki. W poniedziałek przeprowadzono wstępne badania tomografem i usg. Potrzebne będą jeszcze szczegółowe badania tzw. tkanek miękkich, które pozwolą prokuraturze na określenie przyczyn śmierci dziecka. Trzeba poczekać na wyniki badań – a te odpowiedzą na liczne pytania – m.in. czy dziecku nie podawano trujących substancji oraz czy uraz, którego doznało dziecko nie został zadany umyślnie. Badania odpowiedzą także na pytanie, czy nie było tak, że matka żywcem pogrzebała swoje dziecko.

Od piątku, kiedy to matka wskazała policjantom miejsce ukrycia ciała córeczki, śledczy wyjaśniają, czy Katarzyna W. działała sama. Kluczowe do wyjaśnienia pozostają dwie godziny w czasie, których doszło do tragicznego wypadku oraz po nim. Śledczy analizują każde słowo i zeznania matki Magdy, jej męża, rodziców i teściów. A niejasności i pytań ciągle przybywa. Jednym z nich jest to, czyja była kurtka odnaleziona w pierwszym miejscu wskazanym przez Katarzynę W. Policja stwierdziła, że kurtka nie ma nic wspólnego z ciałem Magdy, jednak prokuratura na ten temat głosu nie zabiera.

Co tak naprawdę wiedział mąż Katarzyny? Bartłomiej Waśniewski relacjonował nam we wtorek, jak doszło do wypadku 24 stycznia. Mówił, że rozstał się z żoną o godz. 16. Wychodzili razem z domu. – Madzia była w wózeczku. Pomagałem ją opatulić w koc, zapinałem wózek. Madzia żyła. Są na to świadkowie, to sąsiedzi, którzy nas widzieli, gdy znosiliśmy wózek – mówił Bartłomiej W. – Ja szedłem do rodziców i na zakupy. Kasia wiozła Madzię do rodziców. Mieliśmy się z żoną spotkać w domu. Gdy wrócił, zastał puste mieszkanie. Nie było żadnych śladów, że doszło do wypadku. Kasi jeszcze nie było. zadzwonił do niej.

– Roztrzęsiona opowiadała o napadzie, że nie ma Madzi... Mówiła, że wróciła po rozstaniu ze mną po pampersy dla małej, potem szła z wózkiem swoją trasą do rodziców. Domyślam się, że wtedy, gdy wróciła do domu, doszło do tragedii – mówi Bartłomiej. O ile sobie przypomina zadzwonił do niej przed godz. 18.

Jednak Bartek często zmieniał wersje przebiegu feralnych dwóch godzin z 24 stycznia. Opowiadał, że jechał samochodem z kolegami, że miał podwieźć zwolnienie lekarskie. Innym razem mówił, że szedł do rodziców.

Wczoraj do prokuratury wzywano również świadków – znajomych Bartłomieja W,. którzy razem z nim roznosili plakaty i ulotki w czasie poszukiwań dziecka. Być może oni pomogą rozwikłać zagadkę. – Nie przejmuję się tym, co ludzie mówią, bo i tak nie wierzą moim słowom – mówił nam we wtorek pytany o to, jaka była prawda. Powołuje się na wyniki badań na wykrywaczu kłamstw przeprowadzone przez ludzi Krzystofa Rutkowskiego. Zapomina jednak, że przy pytaniu o to, kto ukrył ciało córeczki, zawahał się. Jaka była prawda? Śledczy wciąż to ustalają.

Policjanci w trakcie śledztwa sprawdzali miejsca logowań telefonu Katarzyny W. do stacji bazowych. Policjanci przeprowadzili także eksperyment – z ich ustaleń wynika, że trasę pokonała bardzo szybko, o wiele szybciej, niż zazwyczaj pokonuje matka z małym dzieckiem w wózku. Co najdziwniejsze jednak – nie ma śladów logowań komórki w miejscu, w którym znaleziono zwłoki Magdy. Śledczy muszą więc wyjaśnić, czy Katarzyna W. celowo nie wzięła ze sobą telefonu czy też ktoś inny pomógł jej ukryć ciało Madzi.

Czy uśmiercenie córeczki nie było zaplanowane przez Katarzynę W.? Czy celowo nie upuściła Magdy na podłogę, a potem celowo nie wezwała pomocy? To także prokuratorzy muszą wyjaśnić. Sąsiedzi wierzą, że Katarzyna jest winna. – Matka sama stwierdziła, że dziecko zmarło. Ale przecież mogło stracić tylko przytomność i żyć. Może żywcem zakopała je w parku, skazała je na śmierć – mówi Maria Niewiadomska, sąsiadka rodziców matki Magdy. – Ona była wyniosła, z tego powodu nikt jej w bloku nie lubił. Kolejna sąsiadka dodaje, że w tej rodzinie działo się źle. Wieczne awantury musiały spowodować wielką traumę. Ona nie była na to odporna. Być może wynikało to z genów ojca. Był dzieckiem adoptowanym, porzuciła go własna matka. Sam trafił do kochającej rodziny w Sosnowcu, ale zrobił im piekło na ziemi.

Sąsiadów najbardziej szokuje jednak to, co powiedziała Katarzyna W. kilka godzin przed tym, gdy przed Rutkowskim przyznała się do winy. Wówczas przyszła do rodziców. Była też u nich jedna z sąsiadek. Wówczas cała Polska była jeszcze przekonana, że Madzia została porwana. – Współczułam jej, pocieszałam ją. Ale po niej nie było widać tragedii. Odpowiedziała mi na kolejne pytanie: Tak miało być.

 

grafika autorstwa :Elleni

 

Sprawa jednak jest dość poważna ,taka teza nasuwa sie wielu osobom,przypatrującym się tej sprawie. Sprytna matka celowo wyniosła na mróz ciało dziecka, by  nie wydało się,to ze kłamała, lub kłamali oboje co sie tak naprawdę stało kiedy dziecko zmarło i by nie można było ustalić czasu zgonu dziecka. Widocznie dobrze studiowali kryminalistykę i naoglądała się horrorów. Ojciec szybko wybaczył matce i poczuł się pewnie, że biegli ustalili -to że był nieszczęsliwy wypadek.

Ja w to nie wierzę , mogła szybko isć bez dziecka po pempersy, przecierz nie wyszło by samo z wózeczka,przecież było okryte kocykiem.Nic by mu się nie stało.

zródło strony:

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,14237816,wiadomosc.html

 

grafika autorstwa :Elleni

Upadek z wysokości metra nie może zabić dziecka"

Do grupy pytań, na które wciąż nie ma jasnej odpowiedzi zalicza się też to o okoliczności śmierci Magdy. Wstępne wyniki sekcji zwłok Magdy nie zaprzeczają zeznaniom matki, która tłumaczyła, że dziewczynka wyślizgnęła jej się z kocyka i uderzyła główką o próg. Specjaliści poddają jednak w wątpliwość wersję Katarzyny W. - Spontaniczny upadek dziecka z wysokości metra kończy się co najwyżej siniakiem - mówił w TVP Info pediatra dr Paweł Grzesiowski. W podobnym tonie wypowiadał się dr Filip Bolechała z Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ, zajmujący się m.in. badaniem zgonów dzieci. Tłumaczył, że sam podczas wieloletniej pracy nigdy nie spotkał się z taką przyczyną śmierci niemowlęcia. Zwrócił też uwagę, że w przypadkach obrażeń śródczaszkowych śmierć następuje zazwyczaj po upływie pewnego okresu czasu, a nie w sposób natychmiastowy.

Jak zginęła Madzia?

Również policjanci, którzy znaleźli zwłoki dziewczynki, mówili, że na ciele dziecka nie było widać żadnych zewnętrznych obrażeń. Jasnowidz Krzysztof Jackowski nie wierzy w zeznania Katarzyny W. - Czuję, że nie jest tak, jak opowiada matka dziecka. Śmierć Magdy nie była dziełem nieszczęśliwego wypadku. To było zaplanowane działanie - przekonywał w rozmowie z Wirtualną Polską.

Śląscy policjanci, którzy prowadzą śledztwo, mają przed sobą jeszcze wiele pracy. Czy znajdą odpowiedzi na wszystkie pytania?

Śledztwo toczące się w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach dalekie jest od zakończenia. Przed prokuratorami jeszcze sporo pracy. Śledczy chcą m.in. przeprowadzić z Katarzyną W. eksperyment procesowy - będą w ten sposób sprawdzać, czy rzeczywiście z kocyka mogło się wyślizgnąć dziecko.

- Czynności w tej sprawie są wykonywane cały czas. W ciągu miesiąca spodziewamy się dostać wyniki badań tkanek zmarłego dziecka, takich jak histopatologia czy toksykologia. Pozwolą nam m.in. wyjaśnić mechanikę powstania urazu u dziecka - mówi Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.



Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/bartomiej-wasniewski-probujemy-zno...

 

Rozmowa została przeprowadzona w sposób przyjacielski. Ja nie rozumiem, gdzie tu można włączyć jakieś wymuszenie zeznań - powiedział Rutkowski w rozmowie z RMF FM. - Dojdzie do sytuacji takiej, że ludzie wyjdą w związku z tymi zdarzeniami na ulice. Naród się oburzy, bo nie wolno niszczyć ludzi, którzy pomagają w wykrywaniu przestępstw - powiedział Rutkowski.

 

 

Ktoś napisał to: A to co napisał wystarczy brak komentarza

 

Panie Rutkowski narodem gęby sobie nie wycieraj .kup im dom Kasi i Bartusiowi daj nagrodę pieniężna będzie cacy , kara im się nie należny ,zapominasz Rutkowski ze jest coś takiego jak sprawa z urzędu przebaczenie Bartusia i rodziny nic tu nie pomoże zginęło dziecko zwłoki zostały zbezczeszczone to jest fakt jest Pan żałosny w swoich wypowiedziach.

 

http://wiadomosci.wp.pl.Rutkowski-niszcza-mnie-narod-sie-oburzy

 

 


 

Narzeczona pilnuje Rutkowskiego

 

Ufać, ale kontrolować... Najwyraźniej ta dewiza nie jest obca narzeczonej Krzysztofa Rutkowskiego (52 l.), pięknej Luizie (27 l.). Dziewczyna, która niedawno w chwili słabości omal nie rzuciła się z okna, pokonała już psychiczny kryzys. I pojawiła się w łódzkim nocnym klubie. Nie opuszczała na krok ukochanego, który służbowo przyglądał się tam skąpo odzianym kobietom.

 

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/narzeczona-pilnuje-rutkowskiego

 

Skandal w naszym kraju,dom wariatów....!

Długo raem nie pożyją....!

 


 


 

SOSNOWIEC: Katarzyna W. nie chce POKAZAĆ jak UKRYŁA zwłoki Madzi. Nie weźmie udziału w WIZJI LOKALNEJ

 

Nie będzie wizji lokalnej z udziałem Katarzyny W. (22 l.) w miejscu gdzie ukryła zwłoki swojej córeczki Madzi Waśniewskiej (+ 6 msc.). Matka dziecka nie zgodziła się na udział w eksperymencie procesowym, który miał dać odpowiedź na pytanie jak dokładnie upuściła Madzię na podłogę, a potem porzuciła jej ciałko w parku przy ul. Żeromskiego w Sosnowcu. W tej sytuacji okoliczności tragicznego wypadku zbadają biegli.

 

 

 

 

 


 

 

 


Ojciec Madzi: Nie byłem u komunii, nie płaczę i nie chcę wizji lokalnej

 

http://wiadomosci.wp.pl,Sprawa-smierci-6-miesiecznej-Magdy

 

Wstrząsający wywiad z rodzicami Madzi. W rozmowie z Faktem wyjawili, dlaczego nie chcą wizji lokalnej w miejscu, gdzie zostało schowane ciało ich córki. Katarzyna W. opowiedziała też, dlaczego nie miała zdjęć swego dziecka na swym profilu w jednym z serwisów społecznościowych.

– Jaka jest kondycja psychiczna Pana żony?

Bartłomiej Waśniewski (po chwili zastanowienia): – Nie jest w najlepszym stanie, ale jest troszkę lepiej. Potrzeba nam czasu, by to wszystko wyprostować.

 

 

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,14282438,wiadomosc.html

 

 

Polskie sądy co wy na to, możecie teraz im juz pogwizdać, oni czują się już bezkarnie zadrwili z Was i nas wszystkich. Brawo Rutkowski Policja i cała reszta.

 

Glosuj

Mama Madzi zasługuje na wybaczenie? [możesz głosować WIELE RAZY]
Mama Madzi zasługuje na wybaczenie? [możesz głosować WIELE RAZY]
  • tak - 37%
  • nie - 61%
  • nie_wiem - 2%

To dzięki niemu pękła Waśniewska

Gdyby nie Krzysztof Markiewicz, dziennikarz z Łodzi i bliski kolega Krzysztofa Rutkowskiego (53 l.), Katarzyna Waśniewska (23 l.) tak szybko nie zdradziłaby, że jej poszukiwana wówczas przez całą Polskę córka Madzia (+6 mies.) nie żyje. Podczas wczorajszej konferencji prasowej zwołanej równo rok po śmierci dziewczynki, detektyw wyjaśnił, jak to się stało, że Waśniewska pękła – przyznała, że żadnego porwania nie było.

– Od samego początku, kiedy zaczęliśmy się zajmować tą sprawą, było jasne, że musimy brać pod uwagę tzw. piąty wariant, czyli to, że w zaginięcie dziecka mogła być zaangażowana właśnie Katarzyna W. To, że coś jest nie tak, było bardzo prawdopodobne, bo było jasne, że Katarzyna coś ukrywa – opowiadał Rutkowski. – Nie zachowywała się jak matka po stracie dziecka i nie chciała współpracować. Była obrażona, że w ogóle zaangażowaliśmy się w te poszukiwania – relacjonuje detektyw.

Zanim jednak doszło do wyznania, że Madzia nie żyje, musiało minąć jeszcze kilka dni. Detektyw twierdzi, że zdecydował się na prowokację. Główną rolę odegrał w niej Krzysztof Markiewicz, przyjaciel Rutkowskiego.

 

– Wpadliśmy na ten pomysł, bo Kasia bała się wykrywacza kłamstw. Żeby doprowadzić do tego, że sama się przyzna, co się stało, musieliśmy powiedzieć jej, że są świadkowie, którzy widzieli, że nie było porwania – mówi Markiewicz. Wystąpił w prowokacji razem ze swoją dziewczyną, bo Waśniewska ich nie znała. Wiedział, że nie skojarzy, że jest związany z Rutkowskim.

– Powiedzieliśmy, że widzieliśmy dokładnie, jak kładzie się na śniegu, a wcześniej dwa razy uderza głową w betonowy chodnik. To ją bardzo wytrąciło z równowagi. Była wściekła. Wtedy już było jasne, że porwania nie było – mówi Markiewicz. – To także doprowadziło w efekcie do sfilmowanej kamerą opowieści, o tym, że dziecko nie żyje, a ona ukryła zwłoki w parku. Gdyby nie ta prowokacja, pewnie jeszcze długo nie dowiedzielibyśmy się, co się wydarzyło – dodaje dziennikarz.

Waśniewska powiedział wówczas tylko część prawdy – o tym, że porwania nie było. Dziś śledczy mają pewność, że Madzia nie wypadła przypadkiem Waśniewskiej z rąk, lecz została uduszona przez swoją matkę.

Katarzyna Waśniewska (23 l.) nie potrafiła być żoną i matką. I nawet, gdy Madzia (+6 m-cy) już nie żyła, zmieniała tylko stroje i fryzury, a nawet tańczyła na rurze w nocnym klubie. Jak wynika z zeznań jej byłego narzeczonego – do których treści dotarliśmy – Waśniewska myślała i mówiła tylko o swojej karierze i pieniądzach, które chciałaby zarobić na tragedii własnego dziecka.

Młody mężczyzna po nieudanej próbie samobójczej Katarzyny przed Wielkanocą odwiedził ją w sosnowieckim szpitalu na oddziale psychiatrycznym. Z aktu oskarżenia wynika, że był zniesmaczony wizytą u swojej byłej ukochanej. Waśniewska mówiła o swojej książce i pieniądzach. Widać było, że kariera to coś, co jej się bardzo podoba. – Sprawiała wrażenie, jak gdyby się niczym nie przejmowała. To mnie zdziwiło, mówiła o pieniądzach, jakie ma otrzymać za jakieś zdjęcia. Mówiła też o swojej książce. Mnie się wtedy odechciało z nią rozmawiać i wyszedłem – wspominał w rozmowie ze śledczymi mężczyzna. O tym, że Waśniewska lubiła błyszczeć mówią też duchowni, którzy pamiętają ją z czasów, kiedy udzielała się we wspólnocie Tebah. – Na początku musieliśmy ją przekonać, by do prac porządkowych ubierała się bardziej skromnie, bez kolczyków i eleganckiego ubrania, bo Kasia gdyby mogła, to sprzątałaby w garsonce i na wysokich obcasach – mówił duchowny.

Kobieta oszukiwała wszystkich. Nawet swojego przyszłego męża, któremu wmawiała, że studiuje, choć w rzeczywistości nie zdała nawet matury. Jemu opowiadała, że uczy się na Akademii Ekonomicznej w Katowicach, gdzie studiuje psychologię biznesu, natomiast koleżanki okłamywała, że jest na wydziale biologii. Z opowieści sąsiadów wynika, że kiedy trwały matury, to chodziła po osiedlu w kostiumie i białej bluzce, a w czasie, gdy trwały sesje na uczelniach, też ubierała się elegancko, jakby szła na egzamin.

Biegli psychologowie, którzy badali Waśniewską stwierdzili, że ma osobowość psychopatyczną, co oznacza, że potrafi zaplanować i bezwzględnie zrealizować swoje plany i patologicznie kłamie. Kiedy jej się to nie udawało, obrażała się albo uciekała. Ponieważ bardzo imponowało jej górowanie nad innymi, wykorzystała to, że jest znana, by jak najczęściej pojawiać się w mediach. Dzięki temu powstała na jej temat książka. Kiedy za pierwszym razem sąd wypuścił ją zza krat, zmieniła ubranie i fryzurę. Już nie była zabiedzoną szatynką, tylko blond wampem z czerwonymi ustami.

Pozowała z turystami do zdjęć, kiedy wyjechała z mężem na wakacje na Dolny Śląsk. Zmieniała fryzury, ciuchy, biżuterię, zatrudniła się jako tancerką w nocnym klubie, gdzie półnaga tańczyła na rurze. Pogrążyła ją ucieczka na Podlasie, gdzie zamieszkała z poznanymi w Krakowie lekkoduchami. Stamtąd, jak zwykle w modnych ciuchach, trafiła do katowickiego aresztu, gdzie przebywa od 22 listopada. Współwięźniarki opowiadały śledczym, że najbardziej zawsze interesowała się tym, że w wiadomościach informacje o niej podawane są jako pierwsze.

Wasniewska przez pewien czas była sławna budziła litosc w naszych sercach. Jednak nie trwało to długo, bo wszyscy przekonali się kim ta kobieta jest, ludzie poznali ja od podszewki. Pokazała swoje oblicze jak tez i to na co ja stać. Zakłamana , perfidna , samolubna egoistka nieczuła na nic i na nikogo. Posunęła się do zabójstwa własnego dziecka tylko po to , by mieć wolność . Okłamywała cały świat , rodzinę i najbliższe osoby.           Dziś może sobie poczytać teksty o tym jak ją ludzie znienawidzili za jej kłamstwa i perfidność.

Views: 3497

Comment

You need to be a member of PaganSpace.net The Social Network for the Occult Community to add comments!

Join PaganSpace.net The Social Network for the Occult Community

© 2019 PaganSpace.net       Powered by

Badges | Privacy Policy  |  Report an Issue  |  Terms of Service